Tuesday, 27 October 2009

FLIGHT


Ach tak sobie odlecieć w siną dal... Zamieszkać w latającym fotelu i hycać od kraju do kraju lub z bajki do bajki!
W podróż razem z dziewuszką i jej bagażem miałam wyprawić kota,ale mój narobił dopiero co do kwiatka i w ramach kary nie poleciał. Myślę że teraz gorzko żałuje :)

Monday, 26 October 2009

OCTOBER TRAILS

Nadeszły chłodne dni i zimne noce. Niesamowita sprawa napalić samemu w piecu :) Po okolicy snują się październikowe dymy i w wilgotnym powietrzu czuć prawdziwą jesień- mokra ziemia, przemoknięte liście, taniec z grabiami po trawniku , czerwone owoce na irgach i ozdobnych jabłoniach. Drzewa bezwstydnie zrzucają liściaste ciuchy, tylko pruderyjny tulipanowiec wciąż się ociąga, ale też gdzieniegdzie świeci golizną konarów i gałęzi. Wiewiórki zżarły wszystkie orzechy :) także dla nas nic nie zostało.
Kotka wyleguje się na parapecie nad kaloryferem i zazdrośnie patrzy jak popijam ciepłą herbatkę z rumem.
Pomiędzy firankami zapodział się kolorowy motyl- smutny zakładnik jesieni.


The weather is clammy and cloudy. Trails nad mist are smudgeing outside. I found joyless butterfly in my home- poor hostage of Autumn

W wolnej chwili wraz ze Stasiem "ulepiliśmy" notesik. Stacho zsam wybierał materiały i kolory a także kleił.

We made this with my son. He choose colors and materials. It's scrapbook for him.

Markiza chyba czuje miętę do mojego Bartka i coś mi się zdaje, że chce mnie wysiudać.

My cat fell in love with my husband, It's reciprocal love, I'm affraid. What about me???!!!

Friday, 9 October 2009

LAVENDER MOOD

Nastrój lawendowy= trochę zamyślenia+ szczypta melancholii+ciepły wiatr+zapach lawendy i cyrtyny+zagubiony promień słońca.

Moje lawendy ciągle kwitną.

Tak wzgląda moja tapeta na pulpicie :)

Monday, 5 October 2009

BEGIN OF OCTOBER

Tak wyglądała powódź Tapatików na moim biurku. Książek starczyło dla najbliższej rodziny, a było ich przecież tak dużo!


Teraz biurko najczęściej okupuje pewne puchate stworzenie, które mieszka już z nami od 3 tygodni, a jej dumne imię brzmi- Markiza- od "M" na łepetynce.
Jej pochodzenie raczej nie jest zbyt szlacheckie, gdyż jest owocem mezaliansu :) myślę jednak że imię będzie pasowało do powabnej kotki , jaką zapewne wkrótce się stanie.
Markizol jest wspaniałym lekiem na smutki, a tych ostatnio trochę się nazbierało.

Staram się smutki mieć w nosie i cieszyć się z pięknej jesieni. Ogród, w którym niedostatek kwiatów latem był dość dotkiwy, jesienią odwdzięcza się bogactwem kolorowych liści i owoców. Cebulki przeróżnych odmian tulipanów, szafirków już posadzone, także można mieć nadzieję na kolorową wiosnę.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...