Monday, 5 October 2009

BEGIN OF OCTOBER

Tak wyglądała powódź Tapatików na moim biurku. Książek starczyło dla najbliższej rodziny, a było ich przecież tak dużo!


Teraz biurko najczęściej okupuje pewne puchate stworzenie, które mieszka już z nami od 3 tygodni, a jej dumne imię brzmi- Markiza- od "M" na łepetynce.
Jej pochodzenie raczej nie jest zbyt szlacheckie, gdyż jest owocem mezaliansu :) myślę jednak że imię będzie pasowało do powabnej kotki , jaką zapewne wkrótce się stanie.
Markizol jest wspaniałym lekiem na smutki, a tych ostatnio trochę się nazbierało.

Staram się smutki mieć w nosie i cieszyć się z pięknej jesieni. Ogród, w którym niedostatek kwiatów latem był dość dotkiwy, jesienią odwdzięcza się bogactwem kolorowych liści i owoców. Cebulki przeróżnych odmian tulipanów, szafirków już posadzone, także można mieć nadzieję na kolorową wiosnę.

4 comments:

  1. ale dużo tych Tapatików, rodzina pewnie duża:D
    a Markiza jest urocza i śliczniutka:)))
    w ogrodzie masz super- fajnie jest też porównac to samo miejsce w różnych porach roku:)

    ReplyDelete
  2. Oj Lavandulko, ale mialas tych Tapatikow! Piekna Markize macie! My mamy tylko taka na oknie ;)

    Smutki odganiaj, kolorami sie napajaj i trzymaj sie cieplo!

    ReplyDelete
  3. Pozdrowienia dl Markizy od naszej Niny :) Zapowiada się z niej wspaniała kocia piękność :)

    ReplyDelete
  4. Your lovely books of Tapatikow... Markiza in the house of Fairies and Little birds... charming picture, my friend ! And the front of your romantic house... Are you realy a Fairy, Miss Lavandula ??? Come into my site to answer to that very important question... Friendship and creativity for ever to you !

    ReplyDelete

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...